Sezon na kleszcze!!!

 

Margit Kossobudzka
15.04.2015 01:00
A A A Drukuj

123RF

Na studiach kładziono mi do głowy, że w przyrodzie wszystko ma sens i swoje miejsce. Wszelkiej maści „robale” także.
Artykuł otwarty w ramach bezpłatnego limitu prenumeraty cyfrowej
Nawet pasożyty mają rację bytu. Dziś okazuje się, że to m.in. pozbycie się naszych wewnętrznych pasożytów jest jedną z przyczyn narastania epidemii alergii, bo znudzony układ odpornościowy walczy z wyimaginowanym wrogiem.Do kleszczy nie mam jednak ani odrobiny serca (choć może mam odrobinę podziwu dla ich skuteczności i strategii przetrwania). Opity krwią pajęczak z odwłokiem jak balon jest po prostu paskudny. Kiedy pomyślę, że to coś wysysa moją krew i jeszcze pluje mi do środka…

Nigdy nie miałam za to obaw przed usuwaniem kleszczy z ciała swojego czy najbliższych. Także czworonożnych. Umiem to robić sprawnie i szybko. Nauczył mnie tego pewnej wiosny weterynarz, gdy mój pies niemal z każdego spaceru w parku wracał z kleszczową niespodzianką.

Pamiętam swoje zdziwienie, że można złapać kleszcza nie w lesie, ale na miejskim skwerku! Tak, kleszcze coraz częściej pojawiają się w naszym otoczeniu. I jesteśmy na to zupełnie nieprzygotowani.

Wyjmowałam z siebie kleszcze wiele razy, ale kiedy miałam naście lat, było to tylko niemiłe. O przenoszonych przez te pajęczaki chorobach mało kto wiedział. Ja też, dopóki moja córka nie złapała boreliozy (na szczęście szybko zdiagnozowanej), a pies – babeszjozy. W jego przypadku walczyliśmy o życie.

W tym roku łagodna zima zapowiada istną plagę kleszczy.

Jak się chronić?

Po pierwsze, ubranie – długi rękaw i nogawki na każdy spacer po zaroślach. Ale co z psem? Najlepszą formą ochrony zwierzaka przed kleszczami są specjalne preparaty odstraszające. Można kupić i nasączone nimi obroże, i preparaty do nakraplania (najlepiej poradzić się weterynarza). Ja wolę te drugie.

I tu od razu uwaga – taki specyfik trzeba zakroplić psu na gołą skórę grzbietu. Lanie go na futro mija się z celem. Trzeba sierść rozchylić. Najlepiej między łopatkami, na grzbiecie i przy nasadzie ogona. Mały pies nie musi być w aż tak wielu miejscach „zakroplony”, duży – koniecznie.

Najlepiej zrobić to na noc.

Po drugie, nie podajemy preparatu, kiedy mamy zamiar kąpać psa lub idziemy z nim na harce w wodzie. Kąpiel (szczególnie w dwóch pierwszych dobach po zakropleniu) zmyje środek. Nawet mocny deszcz może usunąć preparat! Potem ryzyko jest już znacznie mniejsze.

Po trzecie, to nie jest jednorazowa ochrona na cały sezon. Wiele osób uważa, że preparat przeciwko kleszczom zakrapla się wiosną i mamy z głowy do jesieni. Nic z tego. „Kropelka” działa miesiąc, góra – pięć tygodni. Potem trzeba operację powtarzać.

Po czwarte, kleszcze już są. I najwyższy czas na kupienie środka. Nie czekajmy do czerwca!

Jeszcze jedno – żaden preparat nie chroni przed tymi pajęczakami w 100 proc. Nadal powinniśmy oglądać psa i usuwać kleszcze na bieżąco (jeśli nie mamy wprawy, lepiej iść do weterynarza, ale nie czekajmy z tym).

Trzeba też zwracać uwagę na zachowanie psiaka. Jest wiele objawów babeszjozy, ale to, co przede wszystkim rzuca się w oczy, to nagła utrata sił przez psa. Jest osowiały, senny, z trudnością chodzi, z czasem nie może nawet wstać. Nie je, dużo pije.

Nie ma co panikować, ale jeśli widzimy (a to naprawdę się widzi), że pies jest nieswój, nie zrzucajmy winy na zmęczenie po spacerze czy niestrawność, tylko pakujemy go do samochodu i jedźmy do lecznicy, nawet w nocy. Przy tej chorobie liczy się czas. Kilka dni i może być po psie.

Niestety, kleszcze atakują też koty. O nich napiszę następnym razem.

 

Posted in Uncategorized.